I love Budapest…

W czwartek w nocy, a można nawet powiedzieć, że w piątek (bo ok. 2:40) wróciliśmy z czterodniowej wycieczki do Budapesztu. Dla ścisłości trwała ona od 1 do 4 czerwca. Pogoda była wspaniała, a temperatura wynosiła ok. 30 st.
Podróżowaliśmy specjalnie wyjątkowym autokarem. Był duży, przestronny, a co najważniejsze posiadał klimatyzację. Pojechały z nami cztery nauczycielki: pani Iwona Maciejewska, pani Monika Olejniczak, pani Edyta Rożnowska oraz pani Kasia Stolińska.
Wycieczka była wspaniała. W poniedziałek rano (ok. 7:00) wszyscy spotkaliśmy się na parkingu przed Carrefour’em. Autokaru jeszcze nie było, więc ze zniecierpliwieniem czekaliśmy na jego przyjazd. W końcu się pojawił. Czym prędzej się pożegnaliśmy z rodzinami, zapakowaliśmy bagaże i ruszyliśmy zajmować miejsca. Podnieceni wyjazdem, ale też trochę zmęczeni (bo komu normalnemu przy zdrowych zmysłach , chciałoby się zwlec z łóżka o 6:00? ) , czekaliśmy na odjazd. Wreszcie nadeszła upragniona chwila i autokar ruszył. Wyjechaliśmy na podbój Budapesztu.
Początkowo podróż się dłużyła, każdy był zmęczony, zaspany i nieskorny do rozmowy, ale wraz z upływem godzin i drogi gdy krajobraz zaczął pomału się zmieniać, zaczęliśmy odzyskiwać siły. Robiliśmy zdjęcia, graliśmy w karty ( bo ktoś bardzo inteligentny je zabrał ) rozmawialiśmy, wygłupialiśmy się i słuchaliśmy muzyki. Co jakiś czas zatrzymywaliśmy się na postój aby skorzystać z toalety bądź coś kupić.
Przejechaliśmy przez Polskę, Słowacje i ok. 22:00 dotarliśmy do Budapesztu. Widok, jaki rozciągał się za szybami autokaru zapierał wdech w piersiach ( nawet tym którym do tej pory spali ). Wiedzieliśmy, że ta wycieczka będzie niezapomniana.
Zakwaterowaliśmy się w pięknym hotelu „ Gold Duna „ który znajdował się w Obudzie. Zjedliśmy obiadokolacje i ruszyliśmy do pokojów. Były one tak śliczne i przytulne jak sobie wyobrażaliśmy. Najważniejsze: w hotelu było WiFi, a na korytarzu znajdowała si ę wielka plazma 😀 Choć nie wiele można było zrozumieć z wyświetlanych filmów ( tu czytaj : wcale nie można było – bądź nic nie rozumieliśmy ) Gdyż język węgierski jest niezwykle trudny ( Jak tłumaczył nasz pilot Łukasz „ węgierski jest podobnie jak chiński i polski jednym z najtrudniejszych języków na świecie „ ) Ale i tak chętnie przyglądaliśmy się węgierskim transmisjom telewizyjnym.
Drugiego dnia od razu po śniadaniu wyruszyliśmy na zwiedzanie Budapesztu. Naszym pierwszym celem było Tropikarium. Zobaczyliśmy tam niezwykłe okazy zwierząt, które mogliśmy podziwiać z bardzo bliska. Kilku dziewczynom tak się spodobało, że zapomniały przyjść na umówioną zbiórkę, na szczęście ich kochana wychowawczyni dzielnie na nie poczekała. Później zwiedzaliśmy Peszt. Widzieliśmy przepiękny Parlament, Plac Wolności, zapierającą dech w piersiach Bazylikę św. Stefana i wiele, wiele innych wspaniałych zabytków tworzących historie i tradycję Budapesztu. Trzeba przyznać, że nasz pilot, Pan Łukasz, spisał się na medal, gdyż bardzo cierpliwie, a przede wszystkim ciekawie opowiadał nam o cudownym państwie węgierskim, urozmaicając nudne wiadomości ciekawymi legendami i opowieściami.
To nie był jednak koniec wrażeń na ów dzień. Po powrocie do hotelu i zjedzeniu obiadokolacji, wieczorem wybraliśmy się na rejs po Dunaju. Widok oświetlonego Budapesztu nie można opisać żadnymi słowami. Zwykłe przymiotniki typu : cudowny, wspaniały ,olśniewający , fenomenalny, fantastyczny, bajeczny…, nie są w stanie opisać tego, co zobaczyliśmy. Gdy patrzyło się na stolicę Węgier łzy stawały w oczach. Do hotelu wróciliśmy późno. Byliśmy obkupieni pamiątkami, spieczeni słońcem i zmęczeni, ale mimo wszystko szczęśliwi.
Następnego dnia wstaliśmy w wyśmienitych humorach, bo jeszcze nie wiedzieliśmy, co nas czeka. Oto zapowiadał się bardzo długi i upalny dzień, niezwykle bogaty w atrakcje. Od razu po śniadaniu wyruszyliśmy na Wzgórze Gellerta, następnie byliśmy na Wzgórzu Zamkowym, widzieliśmy też zmianę warty przed Pałacem Prezydenckim, spacerowaliśmy po Starym Mieście. Następnym punktem podróży była Wyspa św. Małgorzaty (nazywana Zielonymi Płucami miasta). Na wyspie znajdowały się wspaniałe obiekty, tj.: Ruiny Klasztoru Franciszkanów i Dominikanek, Narodowy Basen Pływacki, Kąpielisko Palatinus i wiele cudownych pomników. Przez całą wyspę przejechaliśmy turystyczną ciuchcią, machając i pozdrawiając wszystkich, którzy przechodzili (wiadomo: prawdziwi Polacy :D).
Następnie przeszliśmy przez Most Łańcuchowy na Plac Szenchenyego, później czekała nas podróż żółtą linią meta [(najstarszą w Europie), która kojarzyła się nam z serialem „Czarodzieje z Weverly Place”] na Plac Bohaterów oraz do lasu miejskiego i Zamku Vaydahunyad.
Po powrocie do hotelu i zjedzeniu obiadokolacji wszystkim „odpadały nogi”, ale mimo to postanowiliśmy pożegnać się z Budapesztem i zakończyliśmy naszą wycieczkę, spacerem brzegiem Dunaju, który płynął za naszym hotelem. Była to nasza ostatnia noc w stolicy Węgier, więc należało zorganizować tzw. „zieloną noc”. Nie będziemy zdradzać szczegółów, ale było hmmm… bardzo śmiesznie (kabanosy, serek topiony, skarpetki, buty,itp…).
Ostatniego dnia, ze łzami w oczach opuszczaliśmy to piękne państwo. W drodze powrotnej zwiedzaliśmy jeszcze Szentendre i Muzeum Marcepana oraz Esztergom, gdzie widzieliśmy most Marii Walerii ze wspaniałym widokiem na wzgórze z Bazyliką Esztergomską i Visegrad z ruinami twierdzy.
Zrobiliśmy jeszcze postój na Słowacji, gdzie zjedliśmy obiad, a potem ruszyliśmy już wprost do domu. Żadna wycieczka nie może odbyć się bez odwiedzenia Mc’Donalda, nasza również. Tak więc, w Częstochowie również zrobiliśmy postój. Droga powrotna była jeszcze weselsza niż wtedy, gdy dopiero jechaliśmy na wycieczkę. Wszyscy zgrani, zachowywaliśmy się jak jedna wielka rodzina. Nie odbyło się bez wygłupów, muzyki, spania, grania w karty i wspominania ślubu pewnej pary (pozdrowienia dla wszystkich, którzy wiedzą, o co chodzi).
W trakcie wycieczki zrobiliśmy mnóstwo zdjęć. Na każdym postoju ( i nie tylko ) cykaliśmy „sweet focie” i „selfie” (również z nauczycielami). Z tego powodu zostaliśmy okrzyknięci przez naszego pilota „grupą paparazzi”.
Była to cudowna wycieczka. Dzięki niej uczniowie naszej szkoły lepiej się poznali. Z pewnością nigdy nie zapomnimy tej podróży, a na starość będziemy ją wspominać z uśmiechem na ustach